poniedziałek, 16 marca 2015

Letni promyk słońca

Wpis nosi dość meteorologiczną nazwę, gdyż główny wątek tej historii odbył się latem. Bartek był materiałem na świetnie zapowiadającą się znajomość. Niewiele przed znanym, polskim festiwalem zaczęliśmy ze sobą rozmawiać. W trakcie konwersacji wynikło, że obaj wybieramy się w to samo miejsce, nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego ile nam to sprawiało uciechy. Umówiliśmy się w pierwszy dzień festiwalu i wymieniliśmy numerami telefonów. Pierwszy dzień - on naćpany, nie udało się dogadać. Drugi ja przepiłem. Później rzekomo mu się rozładował telefon. Cóż.. Zdarza się, tak? Pomyślałem, że po prostu nie było nam pisane się poznać.

Napisał. Dzień po festiwalu. W ciągu 10 minut umówiliśmy się na spotkanie kolejnego dnia, okazało się, że lokalizacja, którą miał na profilu to miasto, w którym znajduje się jego internat, a sam mieszka zaledwie 60 km ode mnie. Pełen entuzjazmu, następnego dnia wyruszyłem na spotkanie.

Lekko się spóźnił, osoba którą zobaczyłem totalnie wymijała się z moimi wyobrażeniami na temat Bartka. Jak zareagowalibyście, gdyby na spotkanie przyszedł zgarbiony, nieogolony koleś z żółto-zielonym aparatem na zęby, w hawajskich spodenkach? Wtedy się odezwał.. Myślałem, że zaraz utonę. Jego głos, był tak pociągająco-hipnotyzująco-niski jak tylko możecie sobie to wyobrazić. Gdy podawał mi rękę poczułem woń jego fenomenalnych perfum, wiedziałem że mam do czynienia z nie byle osobowością. Wypiliśmy po nieprzyzwoitej ilości browarów, a gdy wróciliśmy na autobusy, by każdy (ku naszej niechęci ;) ) mógł wrócić w swoją stronę okazało się, że odwołali mój ostatni powrotny. Zaproponował, że mnie u siebie przenocuje, że rodzice nie będą robić problemów, że możemy dalej rozmawiać. Oczywiście, że się zgodziłem. Tego wieczoru wiele się działo, rano wypiłem najpyszniejszą kawę w moim życiu, a potem odwiózł mnie do miasta, w którym się spotkaliśmy. Nie jedynie odprowadził na autobus.

Pomimo złożenia wielu wiążących obietnic nigdy więcej się nie spotkaliśmy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz