wtorek, 16 czerwca 2015

Gunwo, glizda, sorófka.

Czy wyobrażacie sobie większy stopień hipokryzji niźli czepianie się samego siebie o to, że się nie ma humoru, a zarazem wyciąganie satysfakcji z melancholijnego nastroju? To tak jakbym wypił piwo nie przestając liczyć dni i jeszcze był z tego dumny. Trochę słabo.

W każdym razie ostatnio zacząłem przyglądać się temu jak bardzo zmienne są moje humory. Ciekawe, bowiem z euforii do chandry potrafię przejść w 3 sekundy, a powrót do dobrego samopoczucia może z kolei trwać sekundę, minutę lub miesiąc.

W dużej mierze wpływ na to ma chomikowanie, o którym rozmawiałem z moim kolegą.
Po co trzymam w szafce bilet do kina skoro już go nie wykorzystam? Kojarzy mi się z czasem spędzonym w towarzystwie kogoś, kto choć wtedy był precyzyjnie wyidealizowany dziś jest nazywany przeze mnie "dupkiem".
Albo inny przykład. Kasztan, który dostałem w parku od człowieka, do którego się nie odzywam od bodajże pół roku. Cała masa kasztanów leżała dookoła, ale właśnie ten był TYM kasztanem. Cóż, myśląc o tym wyżej wymienione pamiątki tak samo jak inne zachomikowane wcale nie poprawiające mi humoru przedmioty wylądowały w koszu.

Gorsze są portale społecznościowe. Zdjęcia, przewijające się uśmiechy, kto kiedy był zalogowany.. W wakacje planuję zrobić sobie kilka dni Offline. Musi zadziałać!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz